Ostatnio mam bardzo płodny czas. Ale to norma u mnie. Wiosna przyszła. Pracuję niemal cały czas. Dzieci dorosłe, zajmują się sobą. Więc wreszcie mogę poświęcić czas na moją ukochaną pracę.
Bardzo dużo piszę ostatnio. Utwory fortepianowe głównie. Cokolwiek bym nie robiła, mój nadwydajny mózg gdzieś tam w tle wciąż robi to, co najbardziej kocha – a więc tworzy. Obecnie padło na muzykę. Rozsadzam pomidory i jednocześnie układam w głowie nuty na pięcioliniach. Odkurzam i myślę o palcowaniu. Mieszam zupę w garnku i jednocześnie tworzę w głowie melodię i harmonię do niej, dodaję i sprawdzam kolejne dźwięki. Jak to będzie razem brzmiało? Może tak, a może lepiej będzie inaczej? Jak już mi się w głowie co nieco wyklaruje i poukłada, wtedy siadam do pianina, by to przegrać i sprawdzić jak brzmi na żywo. Czasem coś poprawiam, a czasem nie.
Gdy siadam do komputera, zwykle mam już w głowie gotowy cały utwór. Albo jego większą część. Od razu do zapisania. Innym razem całymi godzinami mogłabym siedzieć przy pianinie improwizując i nagrywając swoje improwizacje. Potem pozostaje te co ciekawsze pomysły zapisać i dopracować.
Tak więc praca miesza mi się i zlewa z codziennym życiem, a życie z pracą. Nawet nie jestem w stanie oddzielić jednego od drugiego. Pracuję nawet wtedy gdy zasypiam i gdy budzę się rano. W zasadzie najlepsze pomysły zwykle przychodzą mi do głowy zaraz po przebudzeniu lub na krótko przed zaśnięciem. Gorzej, gdy przed zaśnięciem, bo wtedy nie ma już mowy o spaniu. Trzeba wstać i zapisać tych kilka kropek na pięciolinii, żeby nie zapomnieć i rano móc do tego wrócić.
Bycie w takim twórczym „ciągu” zawsze było dla mnie czymś naturalnym i pięknym. To zwykle przychodzi falami. Czasem się wzmaga, a czasem nieco przygasa. Jesienią zwykle odpoczywam od pracy twórczej. Wiosną zaś przeżywam istne twórcze eksplozje, a mój niezmordowany mózg wydaje się nie do zatrzymania. W każdej chwili coś tworzy.
Cudownie jest mieć pracę, którą się kocha. Zarabiam pieniądze, a czuję się tak, jakbym wcale nie pracowała. Nie znaczy to, że nie bywam zmęczona. Bywam i to bardzo. Czasem czuję się tak, jakby mózg mi się przegrzał z wysiłku. Ale to jest takie fajne zmęczenie. Zmęczenie podszyte świadomością, że zrobiło się coś naprawdę dobrego, pożytecznego, ciekawego. Ja po prostu żyję. Żyję twórczo. Ostatni miesiąc zaowocował napisaniem ponad dziesięciu utworów fortepianowych i dwóch nowych piosenek.
Bardzo lubię pracować z moimi studentami w różnym wieku. Uczę wszystkich – od kilkuletnich dzieci, przez młodzież, aż do osób w wieku mocno już zaawansowanym. Praca z osobami w każdym wieku wymaga elastyczności, innego spojrzenia. Każdy nowy student, to nowe wyzwanie. Zawsze. Bo nie ma dwóch identycznych osób. Każdy uczy się trochę inaczej i wymaga innego podejścia. Uwielbiam to.
Wiosna przyszła. To jest mój najlepszy czas. Pewnie nie będę tu teraz zbyt często zaglądać, bo rozsadza mnie energia twórcza, którą chciałabym należycie spożytkować. Ale gdy mi się zatęskni, napiszę coś czasem.

Tuż po przebudzeniu to bardzo fajna pora. U mnie to często okolice 3.00 nad ranem. Te pory, kiedy Dusza gada bywają dziwne… U mnie też pomidory, ogród i prace wiosenne. I ta radość, kiedy budzi się wiosna a ja mogę jak kurka pogrzebać sobie w ziemi, poczuć naturę każdym zmysłem. Złapać z nią kontakt po zimie, która jest jak post. Posłuchać ćwierkania ptaszków, które wiosną najpiękniej słychać. No, bajka… Muzyka dla moich uszu.
PolubieniePolubione przez 1 osoba