Emocje

Osoby nadwydajne i wysoko wrażliwe cierpią z powodu emocji. Wszelkich emocji. Zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.

Emocje towarzyszą nam zawsze i wszędzie. W czasie każdego spotkania z drugim człowiekiem, w czasie obcowania z przyrodą, nie mówię już nawet o oglądaniu filmów czy wiadomości w telewizji.

Osoba wysoko wrażliwa bardzo wszystko przeżywa, o wszystko się martwi. Nie potrafi przestać myśleć o zagrożeniach klimatycznych, o zanieczyszczeniu środowiska. Coś takiego, jak wojna, jest dla niej druzgocącą i niepojętą w swej głupocie i okrucieństwie abstrakcją.

Ale przeżywamy też mocno wszelkie kłótnie rodzinne, spory i nieporozumienia w pracy. Myślimy jak by tu załagodzić wszystkie waśnie. Często odruchowo ustawiamy się w roli mediatorów. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby wreszcie znowu zapanował spokój, harmonia i aby wszyscy wokół nas byli szczęśliwi. Bo wtedy będziemy mogli odetchnąć.

Powszechne jest mniemanie, że osoby nadwydajne i wysoko wrażliwe powinny za wszelką cenę unikać złych emocji, a bombardować się tylko tymi pozytywnymi. Że powinny w ogóle zrezygnować z oglądania wiadomości w TV, nie powinny oglądać horrorów, relacji z miejsc, w których toczy się wojna, itp. Natomiast ładować sobie do głowy pozytywne bodźce i wrażenia związane z pięknem natury, światem zwierząt, roślin, itp. Bo to niby pomaga. Pozwolę się z tym nie zgodzić.

Obserwując siebie i swój umysł od tylu lat stwierdzam, że nie jest to do końca prawda, że odcięcie się od negatywnych bodźców i emocji załatwia sprawę. Nie da się normalnie żyć w ten sposób. Nam, podobnie jak wszystkim innym ludziom, są potrzebne do życia wszystkie emocje. Nie można części z nich pomijać i wykluczać, bo takie życie byłoby bardzo dziwne, zubożałe i niepełne. To tak, jakby pewnego dnia stwierdzić, że kolor zielony i niebieski jest nieładny i nie chcę go oglądać. Wolę patrzeć na świat w ciepłych kolorach, a więc tylko czerwień, żółty i pomarańczowy będą odtąd oglądać moje oczy. Brzmi jak absurd, prawda? Nasz obraz i odbiór świata byłby wtedy przekłamany. Tak, jak potrzebujemy pełnego spektrum kolorów, by realistycznie odbierać otaczający nas świat, tak samo potrzebujemy doświadczania pełnego spektrum emocji, by właściwie go rozumieć.

Tak więc emocje same w sobie są ok. Wszystkie. Kluczem do zrozumienia jest tu słowo NADMIAR. Bo to nadmiar emocji nam szkodzi, nie emocje same w sobie. Nadmiar wszelkich emocji – i tych pozytywnych, jak i negatywnych. A wiem to stąd, że nie przespałam taką samą ilość nocy z powodu mielenia przez mózg i negatywnych jak i pozytywnych emocji. To, że ktoś nie może zasnąć, gdy obejrzy wieczorem horror, to się wydanie normalne. A co z pozytywnymi emocjami. Jak to działa? Oto przykład:

Moje spotkanie z ukochaną nauczycielką po latach, od ukończenia przeze mnie szkoły muzycznej. Ne miałyśmy ze sobą kontaktu ponad 20 lat. Nie wiedziała przez cały ten czas, że wybrałam ten sam kierunek, co ona i teraz sama uczę gry na fortepianie. Była taka szczęśliwa, gdy się o tym dowiedziała. To było cudowne spotkanie. I oczywiście wspominanie dawnych, szkolnych czasów. Popłynęło wiele łez. Łez szczęścia. Opowiadała mi, jak mnie zapamiętała z czasów, gdy pamięta mnie jeszcze jako dziewczynkę i uczennicę.

Opowiadałyśmy sobie co słychać u każdej z nas teraz, czym się aktualnie zajmujemy, jak wygląda nasze obecne życie. Powiedziałyśmy sobie wiele ciepłych, serdecznych słów. Wymieniłyśmy się przemyśleniami odnośnie naszej pracy.

Trudno o bardziej pozytywne emocje. Ta rozmowa tak pięknie, pozytywnie mnie nastroiła i naładowała, że… nie mogłam spać przez całą noc. Obrazy ze szkoły muzycznej wracały, przypominały mi się konkretne wydarzenia, które miały wtedy miejsce, ludzie, których tam spotykałam w czasie zajęć. Ta rozmowa uruchomiła lawinę wspomnień, która dosłownie zalała mój mózg. Efekt był taki, że przez cała noc nie udało mi się zasnąć, a rano podniosłam się z łóżka wyczerpana. Następnego dnia nie miałam siły i energii na nic. I to z powodu nadmiaru nie negatywnych, a pozytywnych emocji!

To samo się dzieje, gdy np. wieczorem, przed snem, posłucham sobie pięknej muzyki, obejrzę film przyrodniczy czy przejrzę stare zdjęcia mojego syna, z czasów, gdy był jeszcze dzieckiem. Wtedy też nie mogę zasnąć, bo te piękne i wzruszające obrazy zostają w moim umyśle i wciąż powracają z całą masą innych skojarzeń i wspomnień.

Dlatego w przypadku osób wysoko wrażliwych i nadwydajnych niezwykle ważna jest HIGIENA I DYSCYPLINA UMYSŁOWA, a także umiejętność wyciszania, wygaszania emocji.

Z czym się to u mnie wiąże? Na jakie rozwiązania sama wpadłam? Co na mnie działa? W dużym skrócie:

  1. Niemal całkowite wyeliminowanie z diety cukrów prostych. Cukier prosty (każdy!) jest hiper-paliwem dla mózgu. Przypadkiem na sobie odkryłam, że jego duże spożycie dodatkowo napędza i rozkręca nadwydajny mózg. Czuję ogromną różnicę w jakości pracy mojego mózgu, gdy rok temu diametralnie zmieniłam dietę i każdemu nadwydajnemu polecam tego spróbować. Mnie to bardzo pomogło.
  2. Żadnej ekspozycji na silne emocje wieczorem – moja żelazna zasada. Za dnia robię co chcę i oglądam co chcę. Po godzinie 21.00 zaczynam stopniowe wyciszanie emocji. To cały proces i trwa około dwóch godzin. Mam na to swoje własne sposoby. Np. siadam przy moim akwarium, patrzę na rybki. Obserwuję izopody w vivarium. Potem biorę się za robótki ręczne, a więc proste, mechaniczne czynności angażujące mózg tylko w minimalnym stopniu, a nieco utrudniające myślenie (np. liczenie oczek). Czasem coś rysuję, czytam książkę.
  3. Staram się kłaść do łóżka zawsze o tej samej porze. Nie przeglądam przed snem poczty, nie czytam wiadomości przed pójściem spać. Za to włączam sobie audiobook. Mam taki swój specjalny audiobook do zasypiania. Głos lektora (specjalnie dobrany) zaczyna na mnie działać kojąco, uspokajająco. Po około 15 minutach słuchania zasypiam i śpię jak niemowlę przez całą noc.

Dodaj komentarz