Synestezja – poplątane zmysły

Według Wikipedii synestezję tłumaczy się jako „równoczesne postrzeganie”. Stan lub zdolność, w której doświadczenia jednego zmysłu (np. wzroku) wywołują również doświadczenia charakterystyczne dla innych zmysłów.

Co to dokładnie oznacza? Jak czuje to i rozumie ktoś, kto synestezji doświadcza na codzień?

Jestem muzykiem. Do tego muzykiem o umyśle nadwrażliwym i nadwydajnym. W moim przypadku zmysł słuchu jest tym niewątpliwie dominującym. Urodziłam się z absolutnym słuchem muzycznym i doskonałą pamięcią muzyczną. Skończyłam szkołę muzyczną z wyróżnieniem.

Siedząc po uszy w gamach, tonacjach, interwałach, triadach, transpozycjach i innych muzycznych cudach traktowałam synestezję jako coś zupełnie normalnego, czego każdy inny muzyk też doświadcza. Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia odkryłam, że jestem jedyną osobą w mojej grupie, która widzi dźwięki w postaci kolorów.

Pamiętam, jak ćwiczyliśmy na lekcjach umuzykalnienia rozpoznawanie interwałów. Dziwiło mnie, że moi koledzy tak strasznie się męczą z odgadywaniem. Dla mnie to było oczywiste. Jeden z kolegów miał rozpoznać kwintę czystą w górę zaczynająca się od dźwięku F. Siedział, myślał, zastanawiał się godzinę. Nie wiedział. No więc spróbowałam cichutko mu podpowiedzieć, gdy nauczycielka na chwilę odwróciła głowę. „No zielony i czerwony” powiedziałam cicho. „Co?” – usłyszałam w odpowiedzi, a jego oczy rozszerzyły się i dziwnie na mnie patrzyły. „No zielony i czerwony, F i C”. Efektem tego podpowiadania było to, że dostałam burę od nauczycielki za gadanie, a kolega się na mnie obraził, bo nic nie zrozumiał z moich podpowiedzi. Wtedy zdałam sobie sprawę, że chyba nie wszyscy widzą kolory dźwięków. Poczułam się (który to już raz) jak dziwoląg i nigdy już nikomu nie mówiłam o mojej przypadłości.

Tak, widzę kolory dźwięków. A nawet kolory tonacji. C-dur jest jaskrawo czerwona, ale już c-moll czerwono-purpurowa z dodatkiem czerni. D-dur jest jasno-pomarańczowa, a d-moll brązowa z dodatkim koloru szaro-zielonego. F-dur jest zielona i pachnie świeżym ogórkiem. G-dur jest błękitna i ma zapach morza. A-dur ma taki kolor, jak niebo zaraz po zachodzie słońca, ciemno niebieski, szafirowy. B-dur jest bursztynowa i ma smak miodu, a h-moll jest szaro-fioletowa i pachnie deszczem.

To samo czuję, gdy po raz pierwszy słyszę czyjąś barwę głosu. Wraz z nią natychmiast pojawiają się doznania kolorów, zapachów i smaków, dźwięków. Na przykład, głos pani Krystyny Czubówny ma anyżowy posmak, kolor szafirowo-szary z dodatkiem czerni. Pachnie lawendą. Głos Wojciecha Mana jest pomarańczowo-brązowo-czarny, a w dotyku przypomina mech. Głos Macieja Zębatego jest totalnie i absolutnie czarny, bez żadnych dodatków. Ot, człowiek z czarnym głosem. Głos Macieja Stuhra dla odmiany jest szaro-beżowy z dodatkiem bieli, kojarzy mi się z łanami dojrzałego zboża. Zaś jego ojciec, Jerzy Stuhr ma już zupełnie inny głos, który dla mnie ma kolor i smak owocu kiwi. Głos Janiny Ochojskiej jest stalowo-szary, chropowaty, w dotyku jak skorupka jajka. Krzysztof Gosztyła dla odmiany mówi głosem ciemno-brązowym, karmelowym, o zapachu i fakturze kory dębu.

Nie lubię wysokich, krzykliwych i piskliwych głosów. Ranią i kaleczą moje uszy.

Miałam kiedyś znajomego, który podwoził mnie do pracy. Jak na mężczyznę miał wyjątkowo wysoki, piskliwy i nieprzyjemny głos. A że był wyjątkową gadułą, buzia mu się nie zamykała, po takiej jeździe byłam wykończona. Czułam się tak, jakby ktoś mewę zamkną ze mną w tym samochodzie. Nie lubię krzyku mew.

Tak więc synestezja oznacza, że do jednego bodźca, na przykład wzrokowego, może się „przykleić” automatycznie wiele innych odczuć związanych z pozostałymi zmysłami. Zjawisko to powstaje w mózgu automatycznie i osoba go doświadczająca nie ma na to wpływu, nie potrafi też sobie tego wyłączyć. Niektórzy widzą cyfry lub litery na kolorowo. Innym osobom poszczególne kształty lub przedmioty kojarzą się z zapachami i smakami. Ja tego akutat nie doświadczam. Moja synestezją dotyczy niemal wyłącznie sfery dźwięków.

Nie jestem pewna, czy ta cecha dotyczy wszystkich osób nadwydajnych, być może jest tylko moja, osobnicza, związana z wyjątkowo dobrym słuchem i pamięcią muzyczną. W każdym razie zauważyłam ją u siebie już dawno temu. Pamiętam barwę głosu każdej osoby, której miałam okazję słuchać przez dłuższy czas. I potrafię ją bardzo dokładnie w swoim umyśle odtworzyć. Ten tekst, który właśnie piszę, mogę sobie odczytać we własnej głowie dowolnym głosem – mojego męża, koleżanki z pracy, Filipa Kosiora, Anity Werner, sąsiatki z naprzeciwka, mojego syna, kogokolwiek! Nawet głosem mojej babci, która zmarła ponad dwadzieścia lat temu. Nie pamiętam już dobrze jej twarzy. Gdyby ktoś kazał mi ją namalować, nie umiałabym. Ale wciąż doskonale pamiętam jej głos.

Synestezja, w przeciwieństwie do nadwrażliwości, nie przeszkadza mi jakoś bardzo w codziennym życiu, a na pewno je wzbogaca. Człowiek, który jej doznaje, widzi świat inaczej, na pewno ciekawiej. To taki „dopalacz” do postrzegania rzeczywistości. Pytanie, jakie mi się w tym miejscu nasuwa jest takie – czy synestezja może istnieć bez nadwrażliwości i nadwydajności, czy te zjawiska są ze sobą nierozerwalnie powiązane? A może jedno nie może istnieć bez drugiego?

Nie wiadomo tak do końca co powoduje synestezję. Teorie są dwie. Tak w każdym razie mówi Wikipedia. Pierwszą zaproponował Simon Baron-Cohen. Zasugerował on, że u osób doświadczających synestezji mogą występować dodatkowe połączenia w mózgu, które łączą obszary normalnie ze sobą nie połączone. Druga teoria mówi, że liczba połączeń synaptycznych jest taka sama, a mieszanie się odbieranych doświadczeń wynika z tego, iż zachwiana jest równowaga pomiędzy hamowaniem i wyciszaniem docierających impulsów.

Trudno mi się odnieść do powyższych teorii bo nie jestem naukowcem. Od siebie dodam tylko tyle, że z tymi połączeniami w moim mózgu faktycznie chyba jest coś nie tak. Choćby dlatego, że oprócz doświadczania synestezji, jestem dodatkowo oburęczna. Potrafię też pisać każdą ręką w każdą stronę, od lewej do prawej, od prawej do lewej, lustrzanym odbiciem, choć nigdy tego nie ćwiczyłam. Po prostu pewnego dnia zupełnym przypadkiem odkryłam u siebie tę umiejętność. Mój mózg ewidentnie działa jakoś inaczej. Więc prawdopodobnie jest to jednak spowodowane odmiennym „okablowaniem”. Ale jak jest naprawdę? Może kiedyś się tego dowiemy.

Dodaj komentarz